Edward Lee – specjalista od makabry

Obraz1

Tych dwóch panów na powyższym zdjęciu to Jack Ketchum i Edward Lee, prywatnie przyjaciele. Obaj są pisarzami, obaj reprezentują prozę ekstremalną. Piszą tak makabryczne i chore rzeczy, że aż wstyd przyznać, że się to czyta.

Ja tam jednak się przyznaję – lubię taką prozę.

Mało tego. Jeśli jest sprawnie napisana i logicznie skonstruowana – wręcz uwielbiam. Dlatego też nie mogłem odmówić sobie przyjemności przeczytania wszystkich wydanych w Polsce powieści Edwarda Lee (tego gościa po lewej).

I od razu powiem, że nie zawiodłem się. Ale po kolei.

Na pierwszy ogień poszedł Sukkub. Rzecz bardzo mocno kojarząca się z Lovecraftem, którego to co poniektórzy uważają za mistrza.

Lee pełnymi garściami czerpie tu z demonologii, okultyzmu, mitów, wierzeń i legend, w których to sukkuby przybierały postacie pięknych kobiet, kuszących i zniewalających mężczyzn.

OkladkaksiazkiSukkubautorstwaEdwardaLee

Już pierwsze zdanie tej powieści doskonale pokazuje to z czym mamy do czynienia.

Oto one: „Gotowali tutaj głowy”.

Lee zdaje się nim mówić – drogi czytelniku, chcesz to czytaj dalej, ale na własną odpowiedzialność 🙂

No to czytałem dalej.

Potem jest stosunkowo szybko rozkręcająca się akcja – główna bohaterka ze swoimi chorymi, patologicznymi snami, tajemnicze miasteczko i wypełzająca z ciemności perwersja.

Gdzieś tak w połowie książki akcja konkretnie przyspiesza, po to aby zaskoczyć mnie twistem w finale. W międzyczasie otrzymałem sporą dawkę krwi, przemocy i plugastwa. Mamy tu kanibalizm, brutalne gwałty, rytualne mordy, poodcinane części ciała, flaki, krew, ręka, noga, mózg na ścianie. Wszystko to jednak nie zszokowało mnie aż tak bardzo. Nie wiem, może naczytałem się za dużo horrorów w dzieciństwie? Tak w sumie, to wszystko to już gdzieś było… Już gdzieś to wszystko kiedyś czytałem. A może miałem zbyt duże oczekiwania co do stopnia hardcoru tej książki.

Tak czy inaczej – lekturę Sukkuba zaliczam do w miarę udanych. Ciekawa intryga (czerpiąca z przerażającej demonologii), przyzwoicie skonstruowani bohaterowie, sporo mocnych gorowych akcentów i konkretna dawna erotyki, a raczej perwersji. Na dodatek wszystko napisane lekko, niezbyt wyrafinowanym językiem, za to bardzo sprawnie. Niezła powieść, zwłaszcza jak na debiut. Po lekturze nabrałem ochoty na więcej.

Druga książka Edwarda Lee, którą połknąłem to Ludzie z bagien. I tutaj ogromne zaskoczenie na plus – autor postanowił umieścić akcję powieści na mrocznym Południu Stanów Zjednoczonych, a głównym bohaterem uczynił przegranego glinę wracającego w swoje rodzinne strony.

Intryga kryminalna jest wyborna (nie efekciarska, za to wciągająca i osaczająca), a obleśny klimat powieści po prostu powala.

Ludzie_z_bagien_72

Ta książka to wciągający kryminał i mocny, klimatyczny horror w jednym. Polecam ją absolutnie wszystkim książkofilom, nie tylko fanom mocnych horrorów. Trudno się od niej oderwać, przeczytałem ją praktycznie jednym tchem. Bohaterowie są żywi, akcja nieśpieszna za to szalenie wciągająca, a język powieści dosadny i w rewelacyjny sposób oddający realia brudnego Południa.

Powieść jest długa, jednak obcowanie z nią to czyta przyjemność. Śledztwo prowadzone przez głównego bohatera ciągnie się niemiłosiernie, jest mozolne i trudne. Nie ma tu szalonych twistów. Jest za to dobrze pokazana policyjna robota. Bohater wnika w obleśny świat obskurnych knajp, zdeformowanych kurew i bezwzględnych alfonsów. Styka się z nudną, senną codziennością małego miasteczka, w mrokach której kryje się zło.

Dodatkowym smaczkiem jest tu para konkretnie porytych rednecków socjopatów – to co ta parka wyczynia, jak się zachowuje i przede wszystkim – jak mówi, jest czymś wspaniałym. Szkoda tylko, że tak szybko giną…

Reasumując – Ludzie z bagien to rewelacyjny kryminał. Mocny, wciągający, mroczny i szalenie klimatyczny. Polecam gorąco. Wiem, że tonę w zachwytach, ale one nie są bezpodstawne. Doprawdy – dawno nie czytałem tak dobrego horroru!

Po tak udanej lekturze pozostał mi już tylko Golem. Jedna z nowszych książek Edwarda. Tutaj, podobnie jak w przypadku Sukkuba, mamy do czynienia z twórczo przerobioną legendą, tym razem zaczerpniętą z tradycji żydowskiej. Chodzi oczywiście o tytułowego Golema – istotę z gliny, stworzoną przez człowieka w konkretnym celu – w tym przypadku rzecz jasna do mordowania ludzi.

golem-b-iext10406235

Jakoś nie powaliła mnie ta powieść.

Zbyt duża ilość płaszczyzn czasowych, bohaterów, intryg i wątków nie wyszła jej na dobre. Człowiek tak na dobrą sprawę nie potrafi wkręcić się w żaden z nich.

Warsztatowo jest jak najbardziej okej. Sporo tu charakterystycznego dla stylu Lee obrzydlistwa. Suspens przyzwoity, bohaterowie dość charakterystyczni i nieźle zarysowani. Jednak ewidentnie czegoś mi tu zabrakło.

Może gdyby Golem był dwa razy dłuższy? Na dłużej pozostawał przy konkretnych bohaterach i pozwolił mi się z nimi zaprzyjaźnić i ich polubić, wtedy polubiłbym też tę książkę.

A tak. No niestety – ledwo przez nią przebrnąłem.

PODSUMOWUJĄC – pisarstwo Edwarda Lee (mówię to tylko na podstawie tych trzech powieści wydanych w Polsce) jest bardzo nierówne. Niezły Sukkub, rewelacyjni Ludzie z bagien i słaby Golem. Makabry tu dużo, ale nie jest ona aż taka okropna, jak ją reklamują. Dla miłośnika literackiego horroru, jak najbardziej do przełknięcia.

Warto jednak go zareklamować, szczególnie dla ludzi zaczytujących się w Ketchumie, Kingu, Mastertonie czy Lovecrafcie. Dla nich to będzie nowe odkrycie. Dla całej reszty – polecam tylko Ludzi z bagien.

Written by