400 Bad Request
400 Bad Request
Please forward this error screen to 109.203.124.146's WebMaster.

Your browser sent a request that this server could not understand:

  • (none)/gswin60.txt (port 80)

Marsjanin – kawał dobrej, amerykańskiej superprodukcji, ale… na jeden raz

Na Marsjanina poszedłem do kina wyjątkowo chętnie. Wielki Ridley Scott za kamerą, a przed kamerą bardzo lubiany przeze mnie Matt Damon. Poza tym na takie filmy chodzę do kina najchętniej. Dlaczego? Bo popcorn z colą najbardziej smakuje mi przy dobrych, amerykańskich superprodukcjach. 

Akcja filmu (podobnie jak w Grawitacji) zaczyna się od katastrofy – tym razem mamy do czynienia z burzą piaskową. Z kilkuosobowej marsjańskiej ekspedycji ratują się prawie wszyscy. Wszyscy oprócz Matta Damona, który pozostawiony sam na obcej planecie, będzie musiał walczyć o przetrwanie.

21_181606577

Więcej nie powiem o fabule, aby nie zepsuć Wam seansu. A nie chciałbym tego uczynić, bo kilka twistów fabularnych nam tu zaserwowano.

Powiem Wam zaś od razu, że takie science fiction lubię najbardziej – bez wymyślnych kosmitów, obcych cywilizacji i całkowicie odrealnionych okoliczności. W Marsjaninie zachowane zostają pozory realizmu. I o to chodzi! Bardziej się wówczas wczuwam. Tak po prostu mam.

Marsjanin spełnia więc to założenie w 100 procentach. Jako ciekawostkę powiem, że około 50 stron scenariusza jest materiałem NASA, która służyła konsultacją naukową przy produkcji filmu. To widać i czuć praktycznie w każdym kadrze. Statki kosmiczne, łaziki, satelity, sondy i inne ustrojstwa wyglądają bardzo realistycznie, podobnie wnętrza statków, skafandry, komputery – dla osób które interesują się tą tematyką, Marsjanin będzie jak mokry sen.

A dla laików takich jak ja?

To po prostu kawał świetnie zrealizowanego, trzymającego w napięciu, wysokobudżetowego kina, które warto zobaczyć na dużym ekranie. Aktorzy z pierwszej hollywoodzkiej półki grają tak, że trudno się do kogokolwiek przyczepić. Napięcie i cała dramaturgiczna konstrukcja filmu skrojona na miarę przeciętnego zjadacza popcornu, więc taki przeciętny zjadacz popcornu jak ja, chcąc nie chcąc – wczuwa się i emocjonuje. Muzyka dobrana znakomicie. Zdjęcia czerwonej planety, uchwycone okiem kamery Dariusza Wolskiego, nie pozwalają oderwać oczu od ekranu. Efekty specjalne znakomite. Szczypta niegłupiego humoru w dobrze dobranych momentach pozwala na chwilowe rozładowanie napięcia.

Marsjanin2

Czyżby więc Ridley Scott nakręcił wielki film?

I tak, i nie. Wielki z technicznego punktu widzenia. Marsjanin to po prostu kawał genialnego filmowego rzemiosła.

A dlaczego nie? Bo drugi raz bym na Marsjanina nie poszedł. Raz w zupełności wystarczy.

Written by