20 000 dni na Ziemi, czyli Nick Cave o sobie samym

Bez tytułu

Nick Cave to jak dla mnie jeden z najbardziej oryginalnych i charyzmatycznych wokalistów. Jego ekspresja, zachowanie na scenie po prostu elektryzują i sprawiają, że nie da się oderwać od niego oczu. Poza tym jest świetnym tekściarzem i autorem wielu wspaniałych kompozycji. No po prostu wielki artysta i indywidualista. Kiedy usłyszałem o tym, że powstaje o nim film, to podskoczyłem z radości do góry. Wczoraj wreszcie było mi dane go zobaczyć.

Jeśli, podobnie jak ja, jesteście fanami Nicka, to po prostu musicie ten film zobaczyć. Nie czytajcie dalej tej recenzji, tylko zabierajcie się za oglądanie. Na pewno nie będziecie zawiedzeni. Dzięki temu filmowi dowiecie się o nim wielu ciekawych rzeczy, dzięki którym spojrzycie na jego twórczość z troszkę innej perspektywy, a wiele jego tekstów nabierze nowych znaczeń, pozwoli Wam lepiej interpretować jego dzieła.

Bez tytułu

Jeśli lubicie go choć trochę, podobają Wam się jego pojedyncze utwory, ale jakimiś dużymi fanami nie jesteście, to również możecie spróbować. Film być może w niektórych momentach Was znudzi, ale ogólnie pozostawi po sobie dobre wrażenie. Być może nawet skłoni do refleksji nad własnym życiem i zajrzenia głębiej w twórczość Cave’a.

Jeśli zaś nie lubicie Nicka Cave’a, albo jest on Wam zwyczajnie obojętny, to darujcie sobie 20 000 dni na Ziemi. Zmęczy Was i zanudzi, a długie muzyczne wstawki zirytują. Stwierdzicie, że jest to przegadany i pretensjonalny gniot.

Jak dla mnie 20 000 dni na Ziemi to bardzo osobisty i ciekawy portret artysty. Film bardzo ryzykowny, bo w centrum uwagi cały czas jest Nick. Widzimy jak wstaje z łóżka, nagrywa swoją muzykę, rozmawia z przyjaciółmi, je, wspomina swoje dzieciństwo, ogląda z synami Scareface, jeździ samochodem rozmawiając np. z Kylie Minogue.

Bez tytułu

Ale przede wszystkim – prowadzi ocierającą się wręcz o ekshibicjonizm rozmowę z psychologiem. Słuchamy jego długich monologów o sensie życia, sztuki, istnienia na tej planecie. Momentami te rozważania ocierają się trochę o „mądrości” Paulo Coello, ale wybaczam mu to.

Dlaczego?

Bo przy tym wszystkim udało się Nickowi nie popaść w samozachwyt i narcystyczną masturbację przed lustrem. Film ogląda się świetnie, bez uczucia zażenowania, z coraz większym zainteresowaniem. A wszystko dlatego, że Cave jest potwornie szczery. Nie pozuje na nikogo kim nie jest. Okazuje się, że to zwykły facet, który pragnie być kimś innym. Kimś bardziej intrygującym niż on sam. Pomaga mu w tym scena. Kiedy występuje przed publicznością staje się tym, kim zawsze chciał być.

Spójrzcie chociażby na ten występ:

To niesamowite, że ten facet pozując na kogoś kim nie jest, jest przy okazji przy tym tak bezgranicznie szczery. Porywa, fascynuje, jest Artystą przez duże A. Coraz mniej takich.

Written by